W kupie siła

W kupie siła

Jako osoba widząca szklankę raczej do połowy pustą, no chyba że jest w niej wódka, to wtedy jasne że nie widzę nic, bo zamykam oczy, pamiętam z dzieciństwa wiele pięknych chwil, ale jeszcze więcej traum. Przykładowo po dziś dzień nie jestem w stanie uzyskać zadośćuczynienia od seniorów mojego rodu za traumę, do której oni się najzwyczajniej w świecie nie poczuwają, a wręcz wypierają się, jakobym w wieku lat około pięciu dostała srogie manto na tyłek żółtym bucikiem lalki zrobionym na szydełku. Jasne że nie pamiętam, o co poszło. No ale ludzie drodzy, trauma nie na tym polega, żebym pamiętała swoje najcięższe grzechy dzieciństwa. Grunt że żółty bucik to do dziś hasło-wytrych przy świątecznym stole, skuteczniej zagęszczające atmosferę niż „babciu, ta sałatka śmierdzi mi kupą”.

A propos. Kiedy miałam lat osiem, postanowiłam napisać książkę. Najwyraźniej już wtedy wiedziałam, że tylko humor nas uratuje, bo pierwszy rozdział zaczynał się z surrealistycznym przytupem. Dokładnie szło to tak: „Przez las jechał czarny Mercedes. Kiedy samochód wyjechał spod drzew, kierowca zatrzymał się na poboczu i z auta wysiadła Hanna Suchocka. Poprosiła szofera o parasol, bo z nieba padał deszcz siuśków.”

Szczerze? Dziś wciąż mnie to bawi i myślę że mogłaby z tego powstać wcale przyjemna satyrka. Moja matka była jednak odmiennego zdania. Powiedziała mi, że mam już osiem lat, a żarty z ekskrementów są infantylne. W jednym zdaniu swojej miażdżącej recenzji użyła dwóch nieznanych mi słów. Trauma. Książki nigdy nie dokończyłam i resztę życia spędziłam w przeświadczeniu, że żarty o kupie są słabe. Ale w głębi duszy jednak wciąż mnie śmieszyły. Trauma!

No i teraz, kiedy jestem już bardzo dorosła, nareszcie mogę zmierzyć się z moją traumą. Bo powiedzmy sobie wprost: żarty o kupie są śmieszne. Jasne, że zdarzają się sytuacje, kiedy temat ekskrementów ciężko obśmiewać, o czym wie każdy kto kiedyś podjął wyzwanie „najpierw piwo, potem lody” lub komu dziecko postanowiło zrobić dowcip życia w postaci rotawirusa. Ale co do zasady: żarty z ekskrementami w tle są ok.

I jest to kolejny argument za tym, że fajnie mieć dzieci, bo przynajmniej na lotnisku mogę sobie zupełnie na legalu wsiąść na pokład Ryana-Srajana, a krytyczne uwagi przechodniów, kiedy idziemy chodnikiem w falandze prykając buzią i opluwając sobie przy okazji twarze (żeby nie było: własne, nie przechodniów) mogę zbić rodzicielskim autorytetem z własnego dzieciństwa, mówiąc z rozczuleniem, że oni przecież nie mają nawet jeszcze ośmiu lat i mogą sobie pozwolić na nieco infantylnego humoru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *