Jak oszczędzać pieniądze

Jak oszczędzać pieniądze

W życiu każdego dorosłego człowieka przychodzi taki moment, że kończą się pieniądze zarobione latem w Anglii na robieniu kanapek lub myciu samochodów piłkarzy Arsenalu Londyn i trzeba iść do pracy, i pieniądze znowu są. Niestety kiedy człowieka dopada jesień życia, czyli że z metaforycznych drzew spadają nie liście, a nagłe sytuacje, jak chociażby dzieci, fakt, że się chodzi do pracy, ma niewielkie znaczenie, bo pieniędzy i tak nie ma się nawet tyle, ile miało się w czasach studenckich, gdy z korków, stypendium i okazjonalnego grosza od babci, żyło się jak król i nikt nie zadawał sobie egzystencjalnych pytań o to, kiedy jest pierwszy i jak do niego dociągnąć, a z Frankiem to były fajne imprezy, czyli w zasadzie akurat tu bez zmian.

Poza absolutnymi oczywistościami w postaci rezygnacji z niepotrzebnych wydatków takich jak jedzenie, alkohol i kultura, jest cała masa sprytnych metod na zaoszczędzenie pieniędzy w sposób nieinwazyjny, a nawet miły. Należy zacząć od pewnej prawdy obiektywnej, a mianowicie że oszczędzanie pieniędzy to stan umysłu. Więc zasadniczo absolutną podstawą jest wyzbycie się oczekiwań, że proces oszczędzania zakończy się jakimś konkretnym zaoszczędzeniem, bo przecież doskonale wiadomo, że kalendarz dorosłego człowieka składa się głównie ze świąt nagłych i nieprzewidzianych, czyli urodzin, dni dziecka, wakacji, zajączków, świąt, no i przede wszystkim ofert tygodnia w Lidlu. Jeśli zdecydujesz się na rozpoczęcie oszczędzania, wiedz, że droga ta sięga aż po horyzont i osobiście, choć uważam się za eksperta w oszczędzaniu, co zaraz udowodnię, niestety nie mam pojęcia, co się za nim znajduje, gdyż w Lidlu właśnie była oferta odzieży zimowej dla dzieci.

Najpierw krótko przedstawię podstawowe sposoby oszczędzania, a potem przejdę do bardziej wysublimowanych form, które każdy może zmodyfikować do indywidualnych potrzeb swojego własnego stadła.

PODSTAWOWE SPOSOBY OSZCZĘDZANIA:

Rezygnacja z jedzenia: najłatwiej jest wtedy, kiedy na loterii zwanej wyścigiem plemników wygrywa się dziecko, które na widok dorosłej osoby zabierającej się za przygotowanie posiłku wpada w spazmy i histerię, żądając w tej właśnie natychmiast teraz sekundzie tego, co ma w ręku dorosła osoba. Przecież nikt nie będzie karmił małego człowieka surowym mięsem mielonym, nieobranym kartoflem lub kostką masła. Tymczasem małe dzieci chętnie jedzą różnego rodzaju płatki oraz kasze, a także plony ziemi i drzew, więc rezygnacja z jedzenia na rzecz wyjadania resztek po ich posiłkach nie wiąże się z żadnym ryzykiem zdrowotnym, za to można uzyskać oszczędność do nawet 200zł na tydzień. Czyli nie dość, że można kupić każdemu dziecku po kurtce i spodniach zimowych, to jeszcze masz do tego bieliznę termoaktywną i rękawiczki.

Rezygnacja z alkoholu: temat rzeka. Wiąże się z tematem „czy dziecko przesypia już noce”. Niektórzy mówią, że to możliwe. Znaczy, żeby dziecko przesypiało noce.

Rezygnacja z kultury: zasada jest bardzo prosta i polega na żelaznej konsekwencji. Jeśli dzwoni do ciebie koleżanka i chce się umówić do filharmonii, mówisz „dziękuję, oszczędzam”. Jeśli dzwoni do ciebie znajomy i z podnieceniem donosi, że w zoo oźrebiła się żyrafa i koniecznie trzeba się wybrać z dzieciakami, mówisz „dziękuję, oszczędzam”. Jeśli dzwoni do ciebie ciocia i proponuje ci, że zajmie się dziećmi, a ty pójdź sobie na koncert, bo akurat kupiła za dużo biletów na Męskie Granie, mówisz „dziękuję, oszczędzam”.  Ważne, żeby w żadnej z tych życiowych sytuacji nie odnosić się do pozostałych punktów z podstawowych sposobów oszczędzania i na propozycję wyjścia do muzeum nie palnąć „dziękuję, nie piję”, bo wtedy ryzykuje się wzbudzeniem czujności osób trzecich i ewentualną wizytą pracowników socjalnych, a nie o tym jest ten poradnik.

Jak widać podstawowe sposoby oszczędzania są nieskomplikowane i wymagają jedynie pewnej konsekwencji w działaniu, co bardzo dobrze ćwiczy hart ducha, czyli wspomaga osiągnięcie sprzyjającego stanu umysłu, aby trwale wejść na ścieżkę oszczędzania.

Skoro o wchodzeniu mowa. Skuteczną metodą na niewydawanie pieniędzy na rzeczy zbyteczne jest niewkładanie dzieciom butów. A już zwłaszcza, kiedy pada deszcz i są kałuże. Sprawa jest banalnie prosta i w swej prostocie do bólu logiczna: but poddany oddziaływaniu takich warunków atmosferycznych jak błoto, muł czy grzęzawisko brudzi się, niszczy, a nawet dziurawi. Zmienna pogoda jest marchewką na marketingowym kiju producentów obuwia dla dzieci i ja przepraszam bardzo, ale nie dam się wciągnąć w ten chocholi taniec. Metoda ta ma wiele walorów prozdrowotnych, ale głównie walory edukacyjne. Dziecko stąpające boso po kałużach stymuluje czucie głębokie dolnych kończyn i na dosłownie własnej skórze uczy się, że jesień to chłodna pora roku. Jeśli akurat pada, to dodatkowo można zaoszczędzić na wodzie i obmyć dziecku stopy w deszczówce przed powrotem do domu. Zaś niezniszczone obuwie dziecięce można potem sprzedać za nawet i połowę oryginalnej ceny. Czysty, znów dosłownie, zysk! Zresztą przy okazji czystości, to ja już nie wspominam nawet o różnych traumatycznych historiach, jakie czają się na trawnikach polskich skwerków i parków, znacznie obniżając wartość obuwia na rynku wtórnym.

Kolejny sposób oszczędzania pieniędzy to niekupowanie dzieciom ubrań. A już zwłaszcza tym drugim oraz kolejnym.  Oczywiście, dzieci rosną. Ale inflacja też rośnie i jakoś nikt z tej okazji nie ubiera trzech warstw odzieży, kiedy na dworze jest plus 20 stopni.

Zabawki to następny istotny obszar, w którym należy wykształcić odpowiednie mechanizmy obronne. Komu z nas serce nie zabiło mocniej na widok wielkiego pluszowego Kubusia Puchatka, kusząco wyciągającego w naszą stronę swoje pulchne łapki, dzierżącego w jednej z nich kosz ze słodyczami, a w drugiej ulotki informujące o osiedlowym festynie w najbliższy weekend, na którym będzie loteria z fantami oraz możliwość zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia z nim samym oraz jego przyjaciółmi. Dzieci reagują dokładnie tak samo – wejdą do sklepu, zobaczą alejkę wyłożoną elastyczną wykładziną w klocki lego i już zaczynają się nocne moczenia, trzęsący się głos i bełkotliwa mowa. Sposób jest jeden: zrezygnować. Można wypróbować metodę na „dziękuję, oszczędzam”, ale jest szansa, że dziecko uzna nas za kretynów zanim jeszcze osiągnie wiek nastoletni, więc najlepiej odwołać się do rodzicielskiego autorytetu i zrzucić temat na Mikołaja, co jest super rozwiązaniem, bo stymuluje dziecięcą wyobraźnię i uczy cierpliwości.

Dobrym ćwiczeniem na cierpliwość jest częste przebywanie na placach zabaw i w miejscach, gdzie występują dzieci posiadające zabawki lub innego rodzaju akcesoria rozrywkowe pokroju pożywienia. Głównym celem tego ćwiczenia jest wykształcenie w dziecku umiejętności dzielenia się, najczęściej dobrym słowem takim jak „masz bardzo fajne foremki, czy mogę z tobą robić babki?” lub „te winogrona wyglądają bardzo apetycznie, czy mogę się poczęstować jednym?”.  Przebywanie na placach zabaw, głównie w godzinach przedpołudniowych, kiedy największe stężenie ludzi dorosłych generują babcie i opiekunki, wiąże się z tą fenomenalną korzyścią, że jest dużo zabawek, dużo jedzenia, dużo śmiechu, dużo płaczu i generalnie jest to czas, kiedy dziecko uczy się zasad ulicy i wiedzione naszym przykładem wkracza na ścieżkę samuraja zwaną „dziękuję, oszczędzam”.

A wracając do jedzenia: kiedy powyższe sposoby oszczędzania pieniędzy zostaną z sukcesem zaadaptowane na własny użytek, zapewniam, że jedzenie nie będzie potrzebne, bo człowiek po prostu będzie się karmił zdrowiem i radością bijącymi z dziecięcych twarzyczek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *