Kontrowersyjna zabawka zbiera swoje żniwo

Kontrowersyjna zabawka zbiera swoje żniwo

O ile dobrze zrozumiałam poradnik „Wstęp do SEO dla opornych”, to po tym tytule mogłabym już przystąpić do opisu mojego dnia lub uwywnętrznić się na temat 5 książek, które zmieniły moje życie, albo po prostu opowiedzieć o ostatnich zdobyczach na wypadzie zakupowym, czyli zrobić tzw. haul (który to wypad akurat był nawet zabawny, bo kiwając się sieroco w przód i w tył przed wyeksponowanymi w eleganckich kaskadach częściami ciała różnych zwierząt i walcząc w sobie o podjęcie odpowiedniej decyzji konsumenckiej w związku z brakiem korpusów z indyka, zaczęłam gadać sama do siebie powtarzając na głos składniki potrzebne mi do ugotowania zupy. I oczywiście wtedy podeszła do mnie pani w czepku, a ja jej nawet nie zauważyłam, bo przeliczałam akurat, ile ud może mi zastąpić jeden korpus, a poza tym sekundę wcześniej kątem oka ujrzałam też niewystarczającą do moich kulinarnych potrzeb ilość skrzydeł na wystawce i byłam już o krok od rozpłakania się, kiedy pani odezwała się ciepło i empatycznie „tu mam jeszcze piersi”, na co oczywiście musiał zareagować facet, który też stał w kolejce po mięso, ale na szczęście zareagował tylko parsknięciem, więc ja się trochę ogarnęłam, przez chwilę tylko doznając egzystencjalnego rozdarcia niczym ta limba, bo musiałam uzupełnić brak skrzydeł indyczych jednym skrzydłem kurzym, na co pani powiedziała, że to świetny wybór i do teraz nie wiem, czy mówiła to na serio, czy robiła sobie ze mnie jaja. No w każdym razie cały ten wypad zakończył się bardzo dobrze, zupa wyszła pierwsza klasa, a w mięsnym w ogóle jeszcze działo się dużo wesołych rzeczy i jak wychodziłam stamtąd, to miałam poczucie, że nas wszystkich, klientów i ekspedientki, a nawet te mięsa, łączy jakaś niewidzialna nić przyjaźni, a przynajmniej dobrego nastroju i energii, ale może na ten temat faktycznie zorganizuję osobny haul, bo jednak spotkaliśmy się tu po to, żeby omówić kontrowersyjną zabawkę, która zbiera swoje żniwo).

Metafora życia, obiekt westchnień właścicieli ziemskich, oś odwiecznej walki estetów z nihilistami, pomoc naukowa dla młodych adeptów fizyki oraz świetne narzędzie szantażu – zjeżdżalnia. Obecna na prawie każdym placu zabaw, wykonana może być z blachy, z plastiku lub z gumy, rzadziej z drewna. Może być prosta, pozawijana, otwarta, zamknięta, półzamknięta albo totalnie zwariowana, czyli miejscami otwarta, gnieniegdzie zamknięta, to znów półzamknięta, a potem nagle jeszcze jakaś inna. Mogą być zjeżdżalnie długie i krótkie, strome i łagodne, przyjacielsko zakończone wypłaszczeniem albo śmiertelnym uskokiem. Można się o nie kłócić z dzieckiem, z innym dorosłym, z sobą samym, można stać u ich stóp, klaszcząc brawo lub ziewając, można stać przy samej górze, dodając animuszu poprzez popchnięcie nieśmiałego dziecka, które akurat blokuje kolejkę, można stać się ofiarą ataku innych rodziców, jeśli akurat popchnęło się nie swoje dziecko, ale i tak jest najgorzej, jeśli w trakcie tego stania przy samej górze, swoje dziecko po zjeździe nie dołączyło powtórnie do kolejki, tylko gdzieś się rozpierzchło i potem trzeba go szukać, a znajduje się je najczęściej na ławce, gdzie siedzi grupa zaprzyjaźnionych mam z dziećmi i wydaje im jedzenie, a swoje dziecko jakoś tak się niby przypadkiem wmieszało w tłum i można wtedy albo udawać, że się go nie zna i przynajmniej się naje, to może nie trzeba będzie już mu dawać potem obiadu, albo po prostu podejść, wziąć pod pachę, nie zważając na przełykanego chrupka, i wynieść poza plac zabaw, na co nikt nawet nie zareaguje. Więc ja się pytam, skąd niby mogą ci ludzie na placu wiedzieć, że to w ogóle moje dziecko, skoro ono płacze i drze się wniebogłosy, jak je wynoszę, a wcześniej ja przecież popychałam na zjeżdżalni inne dzieci, no żyjemy w przerażających czasach i trzeba sobie to powiedzieć jasno i wyraźnie, że społeczeństwo toczy znieczulica.

Zjeżdżalnia znacząco podnosi prestiż placu zabaw i uważam, że projektanci zawodowo zajmujący się małą architekturą nie wykorzystują w pełni potencjału drzemiącego w tym sprzęcie, chyba że większość tej grupy zawodowej stanowią ludzie z sarkastycznym poczuciem humoru, wtedy pełna zgoda, ja też lubię patrzeć na to, jak przy zjeżdżalni prawie dochodzi do rękoczynów pomiędzy babcią Pawełka a mamą Emi oraz samym Pawełkiem i tą babcią, bo Pawełek chce iść po zjeżdżalni do góry, a Emi akurat siedzi zblazowana u szczytu zjeżdżalni gotowa do kolejnego śmiertelnie nudnego zjazdu na pupie nogami w dół, i babcia Pawełka sądzi, że po zjeżdżalni można robić siuuu tylko w dół, a mama Emi akurat pisze smsa. Raz słyszałam, jak pewien opiekun tłumaczył swojemu podopiecznemu, że gdyby po zjeżdżalni wolno się było wspinać, to na ślizgu (to pewnie był pozbawiony sarkastycznego humoru człowiek z branży) byłyby narysowane strzałki, po lewej stronie w dół, po prawej stronie w górę. A weź to jeszcze potem przekładaj na produkcję zjeżdżalni na różne rynki zagraniczne w zależności od ruchu obowiązującego w danym kraju, no zwariować by można, nie no, on na pewno pracował w branży i chyba już był zawodowo wypalony.

Zjeżdżalnia to jeden z wielu dostępnych na placu zabaw papierków lakmusowych, dzięki któremu można ocenić, czy rodzic jest patologiczny (np. mama Emi była). Kryteria najczęściej brane pod uwagę to technika zjazdu, alternatywne zastosowania ślizgu, przestrzegane lub kontestowane zasady savoir-vivre’u przed i po zjeździe, rodzaju materiału wrzucanego na zjeżdżalnię, czy to z góry przed zjazdem, czy też z dołu, co jest ewidentnym przejawem wrażliwości estetycznej i ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie wolno sypać kamyczków na zjeżdżalnię, tupanie w ślizg i wydawanie okrzyków w trakcie zjeżdżania. I muszę teraz uderzyć się w pierś (ku niewątpliwej uciesze pana z kolejki w mięsnym), bo wszystkie te kryteria pogrążyły mnie jako matkę patologiczną, ale i tak najbardziej druzgocącym momentem był ten, kiedy zjeżdżalnia, a była ona plastikowa i już nie pierwszej nowości, po prostu się pode mną połamała, a potem nie mogłam się wydostać z kawałka plastikowego ślizgu, w którym utknęła mi tylna część ciała i w uwolnieniu się z resztek zjeżdżalni pomagało mi troje dzieci na placu zabaw. Ale na własną obronę mogę powiedzieć, że jedno z nich było moje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *