Trzy rzeczy, których nie da ci nikt oprócz śmieciarki

Trzy rzeczy, których nie da ci nikt oprócz śmieciarki

Myślę, że mój autorytet rodzicielski, który czasem bywa poważnie szargany, bo jednak mam konkurencję w postaci samej królowej Arendelle, Elzy, od razu poszybowałby w górę, gdybym któregoś dnia oświadczyła „Drogie dzieci, od dziś przestaję gotować wam zdrowe i pyszne jedzenie, ponieważ postanowiłam porzucić rolę kuchty i teraz będę śmieciarzem”. Raz w ramach zdrowego wyrażania emocji powiedziałam, że rzucam to wszystko w cholerę i wyjeżdżam na Islandię. Najwyraźniej nie ona była inspiracją dla skutego lodem Arendelle, bo w odpowiedzi uzyskałam absolutny brak reakcji, co niezmiernie podbudowało moje kuchtowe ego i z pokorą kontynuowałam obróbkę termiczną zdrowych warzyw. Ale dam sobie uciąć dowolnie wybraną kończynę, że gdybym w miejsce Islandii wstawiła śmieciarza, to oni, dzieci znaczy, bez mrugnięcia okiem przeszliby na głodówkę i w ogóle zrobiliby totalnie wszystko, byle tylko nie podpaść mi i móc się karnąć śmieciarką. Matko jedyna, jakim ja bym wtedy mogła być włodarzem ich losu:

– Nie chcę myć dzisiaj włosów, bo mnie bolą jak je myjesz!
– Jak nie umyjesz, nie przewiozę cię śmieciarką…

– Ta bluza jest głupia! Chcę kryształowy płaszcz Elzy!
– Jak nie przeprosisz bluzy, nie przewiozę cię śmieciarką…

– Iiiiiioooooiiiiioooooiiiiiiooooo!
– Jak nie powiesz „stół z powyłamywanymi nogami”, nie przewiozę cię śmieciarką…

– Kupę mi się chce!
– Nie przewiozę cię śmieciarką…

I dalej w ten deseń. Co za perfekcyjny sposób na spokój w domu! A wszystko przy użyciu tej absolutnie genialnej machiny, jaką jest śmieciarka. Niby przysadzista, niby pozostawia po sobie woń i fragmenty śmieci, niby dudni na kostce brukowej, ale no proszę państwa, ileż ona w sobie chowa tajemnic! I nie mówię wcale o śmieciach, bo to jest tylko zastępczy temat. Śmieciarka jest jak delikatny kwiat paproci, który w swojej pełnej krasie ukazuje się nielicznym. W przeciwieństwie jednak do kwiatu paproci, śmieciarka osobiście przyjeżdża pod dom i nęci zmysły swoimi czułymi pomrukami, przecież dobrze wiesz, że adresowanymi właśnie do ciebie. Czy zechcesz przyjąć ten pomruk? Otworzyć się na śmieciarkę, która przecież pokonała wiele kilometrów, aby stanąć tu właśnie pod twoimi oknami i chociaż ty bezdusznie przedkładasz sen nieletnich nad jej wyznania, ona i tak, niczym prawdziwy bohater romantyczny, śpiewa swoją miłosną serenadę.

Nie zamykaj swego serca! Pozwól sobie rozwinąć wrażliwość na otaczający cię świat i poznaj trzy obszary zmysłowe, które pobudzi tylko śmieciarka (nie dam głowy, czy każda, u nas akurat jeździ Suez i jest naprawdę spoko)!

ZMYSŁ SŁUCHU

Najfajniejsze w śmieciarkach jest to, że na wstecznym biegu potrafią pikać. To jest absolutne cudo, człowiek nie potrzebuje budzika ani żadnego imperatywu pokroju głodnego dziecka (na serio bądź symulującego, co za podstępne kanalie!). Kiedy śmieciarka zajeżdża z fasonem pod okna, jest szczera i bezpośrednia. Nie udaje, nie stosuje forteli, nie gra na zwłokę. Podjeżdża na wstecznym do śmietników i pika. Pika tak pięknie, że aż serce klęka, bo całe serce człowieka i uszy, i mózg, i trzewia, no wszystko po prostu w człowieku wypełnione jest tym pikaniem. Ona pika tak przejmująco, że w szkołach powinni na przykładzie tego pikania tłumaczyć zjawisko synestezji, a w szkołach rodzenia zachęcać do porodów przy nagranym dźwięku pikającej śmieciarki.

Pikanie śmieciarki jest tak autentyczne, tak dogłębnie życiowe, że niektórzy szczęściarze, którzy śpią w ciągu dnia (przypuszczam, że tylko dlatego, żeby móc doświadczyć onirycznego dialogu ze śmieciarką, choć nie dam głowy, bo opisywany tu konkretnie przypadek nie zaszczycił mnie do tej pory komunikatem wychodzącym poza iiiiooooiiiiioooo), są w stanie przez sen wznosić swoją rękę, prawie jak w tej kolędzie, gdzie Boże dziecię błogosławi ojczyznę miłą, pozdrawiając pikającą gdzieś parę przecznic dalej śmieciarkę.  Swoją drogą to też wyraźny dowód na mistycyzm pikania, bo wzbudza on w słuchaczach jakiś kompletny trans, słowa przestają mieć znaczenie, liczy się tylko tu i teraz, esencja Mindfullness, Self-reg i porozumienia bez przemocy. Powaga!

ZMYSŁ WZROKU

Przede wszystkim niepotrzebne Montessori i jakieś tam karty kolorów. Niepotrzebne kreskówki i jacyś tam bohaterowie brandujący każdą możliwą część garderoby. Niepotrzebne książki poza tą jedną jedyną z serii Mądra Mysz „Mam przyjaciela śmieciarza”. No ona wiadomo, że jest jakby biblią, ale reszta to już życie, doświadczenie i obserwacja.

Należy zacząć od tego, że śmieciarki są różne, tak jak różni są ludzie, tylko że prościej. A mianowicie, jeśli zaczynasz rozmowę z dzieckiem na temat seksualności, ksenofobii, rasizmu, nierówności społecznych, KOD-u, szczepionek, zdrowego odżywiania, masonerii, globalnego ocieplenia, weganizmu, uboju rytualnego, ustroju politycznego w Polsce, abonamentu RTV, mafii paliwowej lub po prostu chcesz z nim pogadać na jakiś inny życiowy temat, to w którymś momencie rozmowy ktoś musi powiedzieć, że ludzie są różni. Ze śmieciarkami jest tak samo, tylko prościej – mają na drzwiach naklejkę zieloną (szkło), brązową (odpady zielone), niebieską (papier) albo nie mają naklejki i wtedy są bardziej ludzkie niż niejeden człowiek, bo nigdy nie wiesz, o co tej śmieciarce chodzi.

Śmiem podejrzewać, że w naszym społeczeństwie jest więcej psychofanów śmieciarek, a wnoszę to po krótkim, ale intensywnym spektaklu, w którym miałam zaszczyt uczestniczyć wespół z paroma sztukami dzieci i dorosłych, kiedy to do śmietników z odpadami zielonymi sprytnie umiejscowionymi tuż przy placu zabaw, przyjechała Ona. Śmieciarka z brązową naklejką. Pierwszy koleś, który z niej wysiadł, pomachał do zastygłych w uwielbieniu dzieci i krokiem celebryty, czyli frontem do dzieci, przeszedł miękko lecz pewnie do kontenerów z odpadami zielonymi. W milczeniu i skupieniu dołączyło do niego jeszcze dwóch facetów, a każdy grał coś zupełnie autorskiego, bo był i zły policjant, i dobry wujek, no i ten celebryta. Jak oni te odpady zielone mielili! Jak oni te fajki jarali! Jak oni oko puszczali do dzieci, które za tym płotem po prostu padały jak muchy, albo jak fanki w strefie golden circle na koncercie, no sama nie wiem, bo jestem poza obiegiem jeszcze, ale powiedzmy że Davida Gilmoure’a.

Na ich miejscu po zakończonym spektaklu wrzucania odpadów zielonych do śmieciarki, a trwało to dobre 3 minuty, które w odczuciu widzów były najtotalniejszymi minutami ich życia (najstarszy widz miał na oko jakieś 6 lat, więc niejedno już widział), przeszłabym się wzdłuż płotu z czapeczką i prawdopodobnie zebrałabym do niej nie tylko pieniądze o zróżnicowanych nominałach, ale i liściki z wyznaniami, a może i nawet z numerem telefonu. Była to bowiem naprawdę kompletna synestezja.

ZMYSŁ DOTYKU

Po powyższych dwóch punktach myślę, że absolutnie nikt nie ma wątpliwości co do korzyści estetycznych, epistemologicznych i metafizycznych płynących z obcowania ze śmieciarką. Dlatego jestem przekonana, że również zmysł dotyku może się znacząco wyostrzyć po bezpośrednim kontakcie z chociażby elementami hydraulicznymi tego pojazdu idealnego. A już niedługo opiszę to bardzo dokładnie, bo właśnie jestem na etapie załatwiania wizyty śmieciarki w przedszkolu! Wow wow wow!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *